Architektura zmysłów

Widzenie ciałem

Może nam się wydawać, że wnętrza odbieramy jedynie zmysłem wzroku. Prawda jest jednak taka, że człowiek jest istotą o (co najmniej) pięciu zmysłach, które na swoich poziomach również odbierają otaczającą nas rzeczywistość. Ile razy czuliście, że dane wnętrze ma dobrą energię, albo że coś wam w danej przestrzeni nie pasowało, choć obiektywnie była estetyczna. To wasze pozawzrokowe zmysły zabierały należny im głos. W architekturze są często pomijane, a szkoda, bo odpowiedzenie na ich potrzeby mogłoby znacząco wpłynąć na nasze poczucie przynależności i harmonii z otoczeniem. Sprawić, że w danym miejscu będziemy czuli się po prostu dobrze.

Dziecięce zmysły

Jak pomyślę o tym ile potencjału marnuje się za sprawą ignorowania zmysłów robi mi się naprawdę smutno. I nie mam nawet na myśli przestrzeni prywatnych, ale publiczne, edukacyjne. Moja córka dzisiaj chodzi do zerówki, w której jest nastrojowe oświetlenie, kameralne sale, pod stopami ma miękki dywan, a rano wita ją zapach pysznego śniadania. Za to moje wspomnienia z przedszkola lat 80-tych to wbrew pozorom nie tylko wrażenia wzrokowe, choć twórczość Tadeusza Makowskiego ze smutnymi dziećmi-pajacykami mam wyraźnie przed oczami do dzisiaj (ku olbrzymiemu zdziwieniu moich rodziców). Najmocniej pamiętam za to zimny czerwony skaj siedzisk przy wejściu oraz zapach lizolu, które wywoływały u mnie irracjonalny lęk, blokujący wszelką kreatywność. Do dzisiaj od czasu do czasu w niespodziewanych miejscach np. w taksówkach dopada mnie ta mieszkanka (skaj też miał charakterystyczny zapach) wywołując natychmiastowy ból brzucha. Dzieci mają niesamowicie wyostrzone zmysły, odbierają przestrzeń z innego poziomu i udziałem wszystkich zmysłów, a ja bardzo chciałabym, żeby otoczenie, w którym odkrywać będzie siebie Pola było przyjazne i bezpieczne w odbiorze.

Taka multisensoryczna pamięć danych miejsc nazywa się pamięcią somatyczną (eng. incarnate body memory). O niej oraz o kulcie czy wręcz hegemonii zmysłu wzroku pisał Juhani Pallasmaa, fiński architekt, którego książka „The Eyes Of The Building: Architecture and Senses” to dzisiaj lektura obowiązkowa studentów architektury na całym świecie.

“The door handle is the handshake of the building”

Pallasmaa w swoich tekstach powoływał się na badania naukowe, z których wynika, że zmysł dotyku jest najstarszym i najbardziej wrażliwym ze zmysłów. Matką wszystkich innych zmysłów. A nawet, że człowiek jest w stanie poprzez skórę … rozróżniać niektóre kolory. Przekonywał też, że architektura poprawiająca jakość życia musi angażować wszystkie zmysły ponieważ jej podstawową funkcją jest nie tylko dawać schronienie, ale też integrować nas z otoczeniem, wzmacniać poczucie rzeczywistości i jaźni. Oznacza to, że każde wnętrze, a już najbardziej nasza przestrzeń prywatna jest w jakimś sensie żywym organizmem, dosłownie wnika do naszego ciała i staje się częścią naszej egzystencji, naszej cielesności i jestestwa. Jeśli interesuje was zgłębienie tego tematu bardzo polecam wam lekturę Pallasmy. Daje niezwykłą perspektywę na zmysły pokazując jak zmieniała się nasza komunikacja na przestrzeni wieków i jak dominacja oka wpłynęła na obecny kształt budynków. To właśnie Pallasma jest autorem jednego z moich ulubionych cytatów “The door handle is the handshake of the building” („Klamka jest uściskiem dłoni budynku”), który tak trafnie definiuje sposób w jaki wchodzimy w relację z architekturą.

Od jamnika do wnętrz human-centric

Rok temu jeden z naszych dwóch ukochanych jamników na skutek autoagresywnej choroby z dnia na dzień nieodwracalnie stracił wzrok, częściowo także węch, a wraz z nimi także radość życia. A my zaczęliśmy tournée po weterynarzach i habilitację z tego jakimi zmysłami pies odbiera otaczający go świat. I jak przywrócić - młodej jeszcze Molly - samodzielność. Ta sytuacja kazała nam też zupełnie inaczej spojrzeć na przestrzeń, w której na co dzień funkcjonujemy – z poziomu zmysłów innych niż wzrok. Wsłuchać się w otaczające nas dźwięki, które w nadmiarze powodowały u Molly zagubienie. Wczuć się w faktury, z którymi stykają się jej łapki, a które z czasem zaczęła za pomocą nosa rozróżniać i traktować jak drogowskazy. Obserwacja tego jak próbuje dostosować się do nowej sytuacji przypomniała nam, że otaczającą rzeczywistość odbiera się wszystkimi zmysłami, choć możemy nie być tego do końca świadomi. Wnętrze w pewnym sensie jest żywym organizmem, który jest „jakiś” w dotyku, ma określony zapach, wydaje dźwięki, jest „jakoś” położony w przestrzeni i ma określoną temperaturę. Wszystko to (na raz) wpływa na nasze samopoczucie w danym miejscu. Jak więc świadomie sterować przestrzenią, by pozytywnie oddziaływała na wszystkie nasze zmysły?

Wzrok

Przestrzeń idealna powinna być ergonomicznie zaaranżowana i … powinna nam się podobać. To jasne. O gustach nie będziemy dyskutować. Warto pewnie jednak powtórzyć (i powtarzać do znudzenia), że o pięknie danego wnętrza decyduje przede wszystkim jakość jego wykończenia i wykorzystane materiały. W towarzystwie naturalnych surowców takich jak kamień, drewno, skóra czy wełna nie tylko lepiej się czujemy, ale też trudno z nimi o jakąkolwiek estetyczną pomyłkę. Są szczere w swej naturze, bardzo trwałe i pięknie się patynują. O naturze we wnętrzach warto też myśleć wprost tj. wpuścić ją do środka. Zagospodarować miejsce na rośliny doniczkowe, wybierać nieruchomości z dużymi oknami, przesuwnymi ścianami, tarasami, loggiami czy ogrodami zimowymi. Moim zdaniem absolutnie genialnym motywem są wewnętrzne patia w formie „studni” zlokalizowane zazwyczaj w pobliżu kuchni, z dostępem do dziennego światła, które otulają całe wnętrze. Sama mam przyjemność być właścicielką loggi, która wpisana jest w bryłę mieszkania i którą widać z każdego pomieszczenia w mieszkaniu (oprócz łazienki). To namiastka moich oczekiwań, bo oczywiście marzy mi się atrium z prawdziwego zdarzenia, w którym można by się zaszyć przed światem jak w kokonie.

Kolejnym ważnym elementem pobudzającym zmysł wzroku są kształty, które mogą wywoływać poczucie spokoju, monotonii lub kompletnego chaosu. Jeśli w danym pomieszczeniu jest dużo kątów prostych, warto przełamać je np. okrągłym lustrem czy obłym fotelem. Dla przykładu ja kanciastość swojej łazienki z prostokątną wanną i prostokątną umywalką, przełamałam ogromnym okrągłym lustrem, które swoją gładką taflą dodatkowo kontrastuje z nieregularną powierzchnią płyt naściennych i ryflowaną strukturą mlecznego szkła dużych obłych lamp.

Mówiąc o zmyśle wzroku nie można wreszcie pominąć tematu rzeki, czyli kolorów, które jak wszyscy wiemy mają moc kształtowania naszego nastroju i które można ogrywać w różnych proporcjach, zestawieniach i deseniach. Genialnie ożywiają wnętrze i nadają mu charakter, o czym pisałam obszernie tu, tu i tu. Kolor nie musi oznaczać jedynie farby na ścianach. Ja zdecydowanie bardziej wolę go w meblach czy dodatkach, które są jak plamy farby na neutralnych płótnach ścian i podłóg.

Dotyk

Pewnie wiele osób będzie zaskoczonych, że opowieść o dotyku zaczynam od światła. Tymczasem światło wbrew pozorom karmi nie tylko wzrok. Światło odczuwamy także skórą, jego temperatura (również barwowa) wpływa na to jak odbieramy fakturę otaczających nas materiałów. Ma nawet moc zmieniania zapachu przedmiotów (roztopiony wosk świecy, ciepły wełniany koc). I moc całkowitego zmieniania odbioru wnętrz. Żeby znaleźć atmosferę, w której czujemy się dobrze warto pozmieniać położenie lamp w domu oraz poeksperymentować z barwą i mocą żarówek. Ja jestem dobrym przykładem fana cienia, którego zadowala niewielka ilość światła. O tym jak piękny jest mrok pisałam tu. O cieniu i ciemności pisze też kolektyw Kinfolk i Norm Architects w pięknie wydanej pozycji "The Touch" poświęconej architekturze haptycznej: "Ciemność ma złą prasę. Ale to o czym mówi się rzadko, to fakt, że czasami jest to środowisko, którego po prostu pragnie ludzka świadomość. Ciemne jest ptasie gniazdo, podobnie jak jaskinia i łono matki". Moja świadomość i podświadomość z całą pewnością takie pragnienie wyrażają.

Dla mnie żywe wnętrze, które przemawia do zmysłu dotyku to przede wszystkim jednak wnętrze pełne materiałów o rożnej temperaturze i fakturze, celowo zestawianych ze sobą na zasadzie kontrastu. Jak na przykład gruby wełniany dywan na gładzi wyślizganej drewnianej podłogi. Nieskazitelny blask łazienkowej armatury na tle naturalnej faktury kamienia czy ryflowań. Aksamit poduszki zestawiony z szorstkością lnianej pościeli. Dodatkowego wymiaru wnętrzu nadają też stare elementy wyposażenia czy po prostu starocie, które jak dziecko w muzeum chce się dotknąć nie dowierzając, że mogą być starsze niż nasi rodzice. Odpowiednio dobrane punktowe oświetlenie dodatkowo pogłębi te kontrasty i sprawi, że nasze doświadczanie wnętrza będzie bogatsze, bardziej angażujące.

Dźwięk

Muzyka pozwala podróżować bez ruszania się z miejsca i ma moc wpływania na nasz nastrój, przywoływania wspomnień. Może działać pobudzająco, uspokajająco lub całkowicie nas zdołować. To wiemy chyba wszyscy i wszyscy z jej mocy korzystamy. Dzięki niej możemy świadomie sterować naszymi zmysłami, warto więc pamiętać, że nastrój we wnętrzu można budować również za jej pomocą. Ja jestem ogromną fanką winyli, które były zawsze obecne w moim rodzinnym domu. Przyjemność daje już samo posiadanie gramofonu i cała ta otoczka towarzysząca otwieraniu klapy gramofonu, wyjmowaniu płyty z opakowania, ustawianiu igły itd. Magia.

Nie mniej ważne, a może nawet ważniejsze są także dźwięki płynące z otoczenia. Urodziłam się w centrum dużego miasta i na pewnym etapie dorosłego życia przez kilka lat mieszkałam w mniejszej miejscowości, w zasadzie na jej granicy, wokół mnie była więc głównie pusta przestrzeń. I szybko zorientowałam się, że panująca tam cisza na co dzień była dla mnie trudna do zniesienia. Najwyraźniej zbyt mocno przyzwyczajona jestem do szumu miasta, który daje mi poczucie jakiejś przynależności, bycia w otoczeniu ludzi. Tyle o mnie, bo w przypadku kogoś innego może być zupełnie odwrotnie. Podobnie jest z akustyką wnętrza, która może wywoływać poczucie spokoju lub – wręcz przeciwnie – drażnić poczuciem zbytniej bliskości sąsiadów. Nie da się więc w pełni ocenić jakości wnętrza bez oceny jego akustyki i otoczenia.

Zapach

Niebagatelny wpływ na nasze doświadczanie przestrzeni ma również zapach. Zapachy podobnie jak to ma miejsce w przypadku dźwięków, mając moc kreowania nastroju, mogą odrzucać, ale i przyciągać, dlatego tak chętnie wykorzystywane są w sprzedaży (aromamarketing). Podobno aż 75 proc. decyzji zakupowych podejmowanych jest przez nas pod wpływem emocji. Dlatego marki tak chętnie wykorzystują nasz wzrok, słuch i węch, by zachęcić nas do zakupów. Niedoścignionym mistrzem merchandisingu są znane wszystkim estetom sklepy marki Aesop, o których pisałam już tu. Każdy sklep marki to klarownie opowiedziana przez wybitnych architektów opowieść spleciona z charakterem miejsca, w którym dany punkt się znajduje. Nie dziwi więc, że marka Aesop tak często gości na łamach najlepszych wydawnictw na temat designu, architektury, sztuki i lifestyle’u, podbijając serca stylistów i influenserów na całym świecie. Nie mogło jej również zabraknąć w pozycji „The Touch”, w której znajdziecie przykłady wnętrz, w których osiągnięto mistrzostwo w dokarmianiu ludzkich zmysłów.

A wy? Świadomie dokarmiacie zmysły w swoich wnętrzach? Koniecznie podzielcie się ze mną swoimi najlepszymi i najgorszymi doświadczeniami architektonicznymi mailowo lub w komentarzach na Instagramie.

Wszystkie ludzkie zmysły uczestniczą w doświadczaniu rzeczywistości. Via NY Times.