Baleary

Śródziemnomorska Japonia

Czerpią z otaczającej natury. Są z nią silnie związane surowcami, kolorem i kształtem. Są po japońsku doskonale niedoskonałe, surowe, nieociosane, autentyczne. Nie istnieją bez roślin. Uwielbiają się ze starociami, lokalnym rzemiosłem i sztuką. Nadają nowe funkcje dawnym formom. Dzisiaj mówi się o nich, że są w modnym "stylu boho". Nie lubię sztucznego szufladkowania więc nie będę ich klasyfikować czy nazywać. Mowa o wnętrzach Balearów czy nawet szerzej - basenu Morza Śródziemnego, które wbrew pozorom mają ogromnie dużo wspólnego z estetyką japońską.

The waiting game, czyli wątek osobisty

Zawsze, gdy zbliża się marzec kupujemy bilety lotnicze na lipiec i bookujemy ze dwadzieścia parę miejscówek, by parę dni przed godziną zero zostawić tylko te, w których się zatrzymamy. Szaleństwo, wiem, ale mimo życia w ciągłym rozjazdach uwielbiamy to masohistyczne wielomiesięczne oczekiwanie właśnie na TEN wspólny wyjazd. To polowanie na finki i hotele, wymyślanie co nowego zobaczymy, gdzie jeszcze zajrzymy. Przez ostatnie dwa lata wakacje spędzaliśmy na Majorce. W tym roku naprawdę moglibyśmy pojechać gdziekolwiek. Jak wariaci ponownie kupiliśmy jednak bilety na Majorkę. Mamy tam już "swoje" miejsca. Wiemy, na których zakrętach spocą mi się oczy, gdzie rosną dzikie figi i ciepłe od słońca migdały, gdzie kupię perfumy o zapachu ziela angielskiego i wody mineralnej, gdzie są najlepsze miejscówki na lampkę wina, i skąd wrócę z kolejnymi michami do ramenu i starociami.

Majorka naprawdę ma w sobie coś wyjatkowego. Ostatnio jedna z moich ulubionych vintage girls na Instagramie (pozdrawiam @freakery!) zadała swoim obserwującym pytanie o czym marzą. Dobre 60 procent odpowiedzi wskazywało na domek na Majorce (część marzyła jeszcze o domku we Włoszech, na południu Francji lub w Bieszczadach). Powiecie pewnie, że followersi @freakery to mało reprezentatywna grupa sentymentalnych estetów takich jak ja. Ale wyniki tej prostej ankiety potwierdziły jak bardzo wszyscy szukamy dobrego, spokojnego życia blisko natury, w otoczeniu prostych wnętrz pełnych oryginalnych przedmiotów. Dlatego na (nomen omen) fali zbliżających się wakacyjnych wojaży tym razem postanowiłam napisać i pokazać wam coś z Balearów. Nie spodziewajcie się jednak minimalistycznych przeszklonych openspacesów z błękitnymi basenami typu infinity. Będzie mocno naturalnie, czasem retro, ale za to w wydaniu premium.

Morze czy góry?

Na początek zaczepne pytanie-klasyk: morze czy góry? Góry to dla mnie doznania estetyczne i duchowe. Jest klimatycznie, majestatycznie, trochę pierwotnie, wracają dziecięce wspomnienia z Tatr, ronię łzy szczęścia na górskich serpentynach, tylko ... wody brak. Morze to dla mnie z kolei doznania głównie cielesne. Woda, słońce, wiatr, tylko ... jakoś tak (nomen omen) estetycznie płytko. Na szczęście Europejskie wybrzeża i wyspy oferują i to i to, a Baleary są pod tym względem fenomenalne, bo zaspokoją absolutnie każde potrzeby. W tym również moje - głęboko estetyczne.

Kod kolorystyczny

Odwiedzając wyspy wszelakie, od Karaibów, przez Wyspy Kanaryjskie, aż po Maderę, Sycylię, Cypr i wyspy greckie, oraz wertując lokalne czasopisma wnętrzarskie zauważyłam, że to czy dane wnętrze znajduje się bliżej wody czy bliżej gór zmienia nieco jego paletę kolorystyczną. Jest to oczywiście uproszczenie, bo na wygląd każdego wnętrza wpływ ma nie tylko jego położenie względem wody, ale także wiek, historia, gust właścicieli czy siła zewnętrznych wpływów kulturowych. Trend ten jest jednak zdecydowanie wyłapywalny.

Ze wszystkich wysp, na których byłam Majorkę znam chyba najlepiej zarówno od strony krajobrazowej, jak i wnętrzarskiej. Na niej też ten podział kolorystyczny jest dla mnie najbardziej wyraźny. Właśnie dlatego o niej chciałam dzisiaj napisać.

Wnętrza Majorki starają się wtopić kolorystycznie w otaczający je krajobraz, konkurując z nim jedynie formą i dając tym samym niezwykłe wrażenia estetyczne. Przypomina mi to 1:1 regułę, którą rządzi się udane łączenie wzorów - oparte na tym samym wiodącym kolorze, ale różnej formie. Jest w tej regule jakiś szczególny rodzaj piękna i harmonii. Zdarzają się oczywiście wyjątki, ale co do zasady można zaobserwować, że tam gdzie jest woda - paleta częściej wpada z błękit i biel. Z kolei tam gdzie są góry - w zieleń i naturalny kolor kamienia, od beżu, przez pomarańcz aż po róż, zależnie od dostępnych lokalnie surowców. Ton kolorystyczny całemu wnętrzu nadaje zwykle mozaika zastosowana we wnętrzu przydomowego basenu - to właśnie od niej zaczyna się cała opowieść kolorystyczna danej nieruchomości. Baseny nadmorskie to najczęściej 'azul' - nasycony błękit, czasem wpadający w granat a czasem rozbielony morski, zawsze ubrane w biel. Tak jak morze, o różnych porach dnia i roku. Z kolei baseny górskie to ciemna lub szałwiowa zieleń w różowo-brzoskwiniowej oprawie. Jak otaczający je las, sady oliwne i góry z odsłoniętymi pasami różu na gołych gdzieniegdzie zboczach.

Natura

Majorkańskie wnętrza mocno czerpią z natury. Mają w sobie autentyczność, której zawsze szukam we wnętrzach. Są przyjazne człowiekowi, nie spinają nawet w luksusowej odsłonie. Dają poczucie bezpieczeństwa. I są absolutną kopalnią inspiracji. Surowy kamień, drewno, ceramika, naturalne włókna czy tkaniny takie jak juta, liście palmowe, len, bawełna czy wełna, do tego papier, żelazo i oczywiście naturalne rośliny - żywe lub suszone - wszystko to znajdziemy w majorkańskich wnętrzach. Przenoszą one naturę do środka, ale najpierw nieco ją oswajają. Wykorzystują też proste przedmioty w zaskakujący sposób. Kamień jako stoper drzwi. Stara butla po winie jako wazon. Rolniczy hak jako uchwyt do komody. Kosz w roli lampy, beczka w roli wanny, koryto świńskie w roli półmiska. Wszystko wspaniale niedoskonałe, nadgryzione zębem czasu. Wabi-sabi.

Przeszłość i sztuka

Majorkańskie wnętrza to także (jakże japoński!) miks kontrastów. Widać je najbardziej w starych poklasztornych wnętrzach przerobionych na luksusowe finki. Pod jednym dachem żyją tam sobie surowe wiejskie formy i sztuka. To co stare z tym co nowe. Na kamiennych ścianach wiszą obrazy w złotych ramach, na wyślizganym kamieniu posadzki stoją klasyki designu, na starych ławach leżą albumy Taschena, rzeźby z jadeitu i mosiądzu, w kuchni puszą się klasyczną czerwienią naczynia Le Creuset, kawa płynie z ekspresu Faema, pieprz sypie się z młynka Peugeot. Gdzie nie spojrzysz tradycja w harmonijnym tańcu z nowoczesnością (lub przynajmniej klasyka designu) w najlepszym wydaniu.

Lokalne rzemiosło

Poduszki, narzuty, zasłony, serwetki czy obicia mebli to w zasadzie wyłącznie lokalnie tkany ikat we wszystkich możliwych barwach i wzorach inspirowany - a jakże - otaczającą naturą. Do tego na ścianach prace lokalnych artystów: malarzy, rysowników, miedziorytników. Perfekcyjnie oprawione w wykonywane na zamówienie drewniane ramy (sprawdzałam). I lokalna ceramika oraz szkło (polecajki w galerii). Sztuka, z którą się żyje i którą się używa (znowu mocne nawiązanie do Japonii).

Do tego wino, owoce morza, skóra rozgrzana słońcem, piegi na nosie naszej córki i nietoperze przelatujące nam nad głowami, gdy moczymy tyłki w zimnym już basenie. Oto świat, do którego tak bardzo chcemy wracać, i który przenosimy w detalach do naszego domu. Za każdym razem zaskakuje mnie jak bardzo mu po drodze z moim eklektycznym miksem Japonii, Skandynawii i starej Francji.

Żelazny uchwyt do drewnianych drzwi od szafy w górskiej fince Nou Dalt Muntanya.