Kimono vs. gorset

Jak dokopałam się do Japonii przez szafę

Mimo swojej ewidentnej pasji do wnętrz od zawsze interesowałam się też modą. Szukałam w niej inspiracji do łączenia kolorów i wzorów oraz tropiłam nawiązania do japońskiej estetyki. To z kolei zaprowadziło mnie do sklepów z japońskimi kimonami, zarówno tymi bardzo starymi, jak i tymi powojennymi, które zachwycały kolorami i wzorami nie mniej niż te pierwsze. Im głębiej kopałam tym bardziej docierało do mnie, że podobieństwa pomiędzy propozycjami współczesnych projektantów i japońskimi kimonami są czasem uderzające.

Konieczny jest w tym miejscu mały, ale istotny disclaimer. Zdaję sobie sprawę z tego, że „odfiltrowanie” bezpośredniej inspiracji estetyką japońską jest w wielu sytuacjach po prostu niemożliwe. Cudu tego dość skutecznie dokonała dr Mirjam Gelfer-Jørgensen w mojej ukochanej książce „Influences from Japan in Danish Art and Design 1870-2010”, na którą będę niejednokrotnie powoływać się w swoich artykułach. Zadanie dr Jørgensen było o tyle „proste”, że wielu duńskich projektantów albo odwiedzało Japonię, albo stykało się z nią za pośrednictwem osób trzecich, albo po prostu głośno mówiło o swoim zachwycie japońską kulturą. Ale nawet ona w wielu miejscach w swojej pracy przyznaje, że jej tezy są czasami ugruntowane w poszlakach, które zawsze starała się jednak osobiście zbadać. Nie gorzej z tym zdaniem w kategorii mody poradził sobie też Kyoto Costume Institute, który podobnie jak dr Jørgensen przyznaje jednak, że „zrozumienie fenomenu Japonizmu w modzie jest zadaniem tyleż fascynującym co trudnym”.

To co rodzi się w głowie danego twórcy jest odzwierciedleniem jego życiowych doświadczeń i emocji. Inspiracje mogą być przetworzonymi już przez innych obrazami. Dlatego sugeruję, by ten artykuł jak i moje prywatne kolażowe „śledztwo” traktować nieco z przymrużeniem oka, mając jednak na uwadze, że na pewno jest w nim jakieś ziarno prawdy.

Japońska rewolucja, czyli jak kimono zastąpiło europejski gorset

W XIX wieku japońskie wpływy na europejską modę ograniczały się głównie do technik produkcji tkanin, a także stosowania na nich kojarzonych z Japonią motywów, takich jak rośliny, ptaki czy morskie fale, wraz z ich asymetrycznym sposobem prezentacji. Z kolei, gdy świat mody na dobre wkroczył już w XX wiek, wraz z odrzuceniem tradycyjnego gorsetu wpływy japońskie stały się głębsze i na dobre rozgościły się w konstrukcji ubrań. Podobnie jak w tradycyjnym japońskim kimonie obniżono linię karku odsłaniając szyję, poszerzono rękawy, pozwalając na drapowanie całości. Akiko Fukai z Kyoto Costume Institute, które jest bogatym źródłem informacji m.in. nt. inspiracji japońskich w europejskiej modzie, pisze w swoim eseju Japonisme in Fashion, że „większość ludzi patrząc na suknie Madeleine Vionnet (1876-1975), pewnie nie dostrzegłaby, że zostały one skonstruowane wyłącznie na bazie linii prostych czy prostokątów, jak robiło się to w przypadku japońskich kimon”. Polemizowałabym z tym stwierdzeniem, bo moim zdaniem wpływy te widać gołym okiem.

Z formą eksperymentowali też inni projektanci i domy mody jak Mariano Fortuny, Callot Soeurs, Paul Poiret czy Amy Linker. Z kolei Alice Mogensen, żona słynnego duńskiego projektanta mebli Børge Mogensena, postanowiła stworzyć własne kimono, wykorzystując do jego uszycia tkaninę wyprodukowaną przez Vibeke Klint, artystkę, która wielokrotnie podróżowała do Japonii i stamtąd przywoziła nowe techniki tkackie.

Neojaponizm w modzie

W latach 70-tych XX wieku rozpoczął się kolejny rozdział w historii Europejskiego Japonizmu, kiedy to projektanci tacy jak Kenzo Takada, Hanae Mori, Kansai Yamamoto czy Issey Miyake zaczęli odwiedzać Francję, pokazując swoje kolekcje pret-a-porter, czerpiące inspiracje nie z jedwabnych kimon, które nosiły elity, lecz codziennych outfitów ludu pracującego. Wtedy właśnie na Paryskie salony wkroczył po raz pierwszy termin ‘oversized’. W latach 80-tych z kolei w Europie zaczęły być znane takie nazwiska jak Rei Kawakubo czy Yohji Yamamoto, którzy odarli swoje projekty z wszelkich dekoracji, stawiając na słynną japońską miłość do braku perfekcji. Oni stali się z kolei źródłem inspiracji dla Johna Galliano czy Martina Margieli.

Dzisiaj trudno jest już ze stuprocentową pewnością stwierdzić czy i kto był dla siebie inspiracją i ile jest w niej „czystej” japońskości. Ja ją cały czas widzę i czuję w formie ubrań, czy w sposobie łączenia kolorów i wzorów, co próbuję pokazać w moich kolażach. Trafność tych skojarzeń pozostawię jednak waszej własnej ocenie.

Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu Japonia przestanie się wam kojarzyć jedynie z minimalizmem, miłością do pustki i kolorami natury. Jak widzicie Japończycy to także niedoścignieni mistrzowie łączenia ze sobą kolorów i wzorów.

Maison Margiela Spring 2016, Vogue.