Kintsugi

Rzemiosło a tożsamość narodowa

"Kraj, który traci swoje rzemiosło, to kraj, który umiera", powiedział kiedyś François Lesage, dyrektor kreatywny francuskiej pracowni zdobień. Z kolei Jun'ichirō Tanizaki, w słynnej "Pochwale cienia" idzie nawet nieco dalej snując wizję, że gdyby Orient wykształcił własną cywilizację naukową, rzemiosło i przemysł rozwinęłyby się według zupełnie nowych wzorców niż te Zachodnie. Oznaczałoby to, że przedmioty codziennego użytku otaczające ludzi mieszkających po tamtej stronie globu uwzględniałyby narodową specyfikę i w efekcie mogłyby wyglądać i działać zupełnie inaczej niż te, które znamy z naszego codziennego życia. Kto wie czy ludzie Orientu nie wynaleźliby własnych odpowiedników samolotu czy radia. Fascynująca wizja sprawiająca, że zaczęłam patrzeć na rzemiosło z jeszcze większym szacunkiem.

Oryginalność i trwałość

Mam nieco nostalgiczną naturę, od dawna czuję więc pociąg do starych, najlepiej ręcznie wykonanych przedmiotów. A odkąd hobbystycznie zaczęłam zajmować się renowacją starych mebli i dodatków, poczułam ile fizycznego wysiłku to kosztuje, ale też ile daje przyjemności, szanuję je jeszcze bardziej. Co więcej, mając świadomość cywilizacyjnego wyzwania, jakim jest nadmiar rzeczy w naszych domach, nie wyobrażam już sobie kupowania przedmiotów produkowanych masowo, w sposób zautomatyzowany. Całe życie byłam trochę raptusem, prałam ubrania nie do końca rozważnie i tłukłam kubki na potęgę. Dzisiaj, mając mniej rzeczy, kupując je rozważniej i mając do każdego z nich indywidualny stosunek, nic mi się nie tłucze i nie niszczy. Dzięki temu wzrosła też jakoś mojego życia, mam poczucie sensu i szacunek do pracy ludzkich rąk. Pracy, której chciałam zapewnić godne miejsce na łamach nito nito w ramach cyklu "Rzemiosło".

Kintsugi

Pamiętam, że przeczytałam gdzieś kiedyś opinię, że Japończycy mają niezwykły dar czynienia z tego, co my - Europejczycy - chcielibyśmy ukryć (jak np. ślady dłuta w drewnie), estetyczny atut. Subtelne ślady po pracy rąk rzemieślnika to jednak nic w porównaniu ze śladami zniszczenia. A i to Japończycy potrafili przekuć w sztukę. Mowa o kintsugi (dosł. złote łączenie) czy kintsukuroi lub yobitsugi, japońskiej technice naprawy wyrobów ceramicznych za pomocą laki z dodatkiem sproszkowanych metali szlachetnych, takich jak złoto, srebro lub platyna (czasem też miedź i brąz). Efektem jaki uzyskuje się dzięki tej technice jest przedmiot z charakterystycznymi szlachetnymi "żyłkami", który nie tylko ponownie nadaje się do użytku, ale też któremu tradycyjnie przypisuje się większą wartość artystyczną, niż posiadał przed zniszczeniem.

Kojąca wizja, dla kogoś kto szanuje to co ma. Najpiękniejsze (moim zdaniem) egzemplarze ceramiki naprawianej techniką kintsugi, których przykłady prezentuję w galerii po lewej stronie, to te z subtelnymi żyłkami złota, które nie przyćmiewają pierwotnej urody przedmiotu, lecz ją dopełniają.

Kintsugi po włosku

Wiele technik rzemieślniczych ulega zapomnieniu, kintsugi jest jednak coraz szerzej znane na świecie. Można śmiało powiedzieć, że dołączyło do panteonu najbardziej znanych japońskich sztuk takich jak ikebana, kaligrafia czy ceremonia parzenia herbaty. Kintsugi to obowiązkowy kurs dla gaijina przebywającego w Japonii. Nie dziwi więc, że inspiruje więc innych twórców, którzy odtwarzają tę technikę w innych dziedzinach np. w modzie jak Viktor & Rolf, Amy Nguyen, Haider Ackermann, Chanel czy Moschino czy w sztuce jak np. Matt Armstrong, George Inaki Root, Marcantonio Raimondi Malerba czy Rachel Sussman, która za pomocą złota naprawia ... ulice. Moim ostatnim odkryciem po lekturze The New York Timesa jest jednak włoska marka biżuteryjna Pomellato, która właśnie dzięki technice kintsugi pękające podczas produkcji kamienie szlachetne nazywane niegdyś przez siebie "tymi pechowymi" zamienia w te najcenniejsze w kolekcji. Pomysł na odwrócenie ich losu zrodził się w głowie założyciela marki, Vincenzo Castaldo, po jego podróży do Japonii w 2019 roku, w czasie której poznał Mayę Higuchi, tokijską ekspertkę w dziedzinie sztuki kintsugi i której w efekcie zaproponował współpracę z marką. Dzięki temu Pomellato może dzisiaj chwalić się równoważonym podejściem do produkcji biżuterii i innowacyjnym podejściem do luksusu. Takie wykorzystanie kintsugi to cenna wskazówka dla wszelkich innych marek, by zastanowić się nad tym jak wykorzystywać "odpady". Dla dobra ich biznesu i ... całego świata.

Kintsugi w wersji pink. Nie mogłabym prosić o więcej.