Nadal płynący świat

Jedna technika, różne style

Gdy słyszymy słowo "drzeworyt" czy ukiyo-e, od razu czuć powiew japońskiej historii sięgającej XVII wieku. Tymczasem są na tym świecie (lub do niedawna jeszcze były) cudowne nie-japońskie umysły, które wykorzystują tę technikę do produkcji własnych współczesnych obrazów płynącego świata. Zapraszam do hipnotyzującego świata drzeworytów Polaka Romana Klonki, Czecha Emila Orlika, Kenijczyka Dennisa Muraguri i Amerykanki Berthy Lum. Różne kraje, różne style, choć technika jedna i ta sama.

O japońskich drzeworytach

Zanim pokażę wam jak wykorzystują japońską technikę drzeworytniczą niejapońscy artyści, najpierw kilka słów o samych drzeworytach. Ukiyo-e to rodzaj sztuki japońskiej, druku wypukłego, będącego plastycznym środkiem opisu (dosłownie obrazem e) „płynącego świata” (ukiyo) mieszkańców Japonii okresu Edo (1603–1867). Z pewnością kojarzycie prace takich artystów jak Hokusai, Hiroshige, Utamaro, Kuniyoshi czy Sharaku, ponieważ do dziś cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem amatorów drzeworytów i Japonii, a niektóre z nich jak np. "Wielka Fala w Kanagawie" są jednymi z najbardziej rozpoznawalnych przykładów sztuki japońskiej na świecie, powielanych przez wszystkich na wszystkim. Ciekawostką dla niektórych z pewnością będzie to, że podobno drzeworyty trafiły do Europy nie tylko jako dzieła same w sobie, lecz również jako ... papier pakowy, w który zawinięta była ceramika eksportowana z Japonii. Tak przynajmniej donosi magazyn LifeWear japońskiej marki Uniqlo, w artykule Boston, Ukiyo-e and UT. Ma to sens, bo ukiyoe w XIX wiecznej Japonii było powszechnym środkiem przekazu, trochę jak nasze gazety, w które sami niejedno w życiu przecież zapakowaliśmy. Tyle o japońskich drzeworytach. Teraz czas na bardziej współczesnych drzeworytników, którzy na warsztat brali nie tylko płynący świat Japonii widziany własnymi oczami, ale także zupełnie odległe od Japonii obrazy.

Roman Klonek

Drzeworyty Romana Kloska są jak podróż w czasie do chłopięcego pokoju lat 90-tych pełnego retro komiksów, super bohaterów i jaskrawych kolorów. Lub - jak kto woli - plakatów propagandowych z mrocznych czasów historii Polski. Podobno początków miłości Romana Klonka do wizualnego opowiadania historii upatrywać należy w kreskówkach z serii "Oswald the Lucky Rabbit", które pokazał mu tata. Jego wyobraźnię rozbudziły potem japońskie filmy anime i oryginalne XIX wieczne drzeworyty. "Japońskie drzeworyty mają w sobie ten szczególny rodzaj dziwaczności ... i egzotyki. Są pełne ukrytych kodów i tajemnic" - powiedział w wywiadzie z Markiem Murphym, kolegą po fachu. "Zdałem sobie sprawę, że Japonia jest dla mnie jak ekran projekcyjny. Nie rozumiem tego kraju, mimo, że się staram, ale mimo to z jakiegoś powodu go kocham." Witamy w klubie.

Emil Orlik

Pamiętam, że z pracami nieżyjącego już niestety Emila Orlika spotkałam się pierwszy raz kilka lat temu w magazynie "Zwierciadło". Przeczytałam artykuł, wycięłam i schowałam do pudełka czując, że przyjdzie na niego czas. Ten czeski artysta żydowskiego pochodzenia odwiedził Japonię dwukrotnie na początku XX wieku. Pierwsza z tych podróży wywarła na nim głębokie wrażenie, w jej trakcie nie tylko zetknął się z japońskim drzeworytem, ale także uczył się różnych technik malarskich u artysty Kanō Tomonobu. Orlik nie ograniczał się jedynie do drzeworytów i litografii, szkicował ołówkiem i kredką, a także malował akwarelami. Ciekawe (i smutne zarazem) jest to, że mimo, że w Polsce znajduje się mnóstwo jego prac do dzisiaj pozostaje on u nas praktycznie nieznany.

Dennis Muraguri

Drzeworyty Kenijczyka Dennisa Muraguri to powrót do eksplozji kolorów znanej z prac Romana Kloski. Jego prace przedstawiają barwne ulice Kenii, z najważniejszym dla Dennisa elementem, który znajdziecie niemal na każdej odbitce, czyli matatu - kolorowymi kenijskimi minibusami, które słyną z żywych kolorów i głośnej muzyki. Muraguri poprzez technikę drzeworytniczą pokazuje unikalny styl i osobowość każdego matatu, wykorzystując do tego jaskrawe kolory i wzorzyste tła. Jak twierdzi autor "bez ludzi (matatu) to tylko pojazd. Dopiero z ludźmi staje się matatu". Dlatego choć minibusy obiektywnie zajmują sporą część powierzchni jego prac, tak naprawdę tematem przewodnim każdej odbitki są ludzie - wsiadający i wysiadający z matatu, zbliżający się do matatu, przechodzący lub gawędzący obok matatu. Więcej o autorze i jego życiu możecie przeczytać na łamach magazynu WePresent.

Bertha Lum

Prace Amerykanki Berthy Lum to z kolei piękny mix japońskich drzeworytów i zachodniej Art Nouveau. Zanim Lum zetknęła się z drzeworytem japońskim, najpierw odkryła prace Arthura Wesleya Dowa (1857-1922), który był niezwykle zafascynowany drzeworytami Hokusaia. Japonię odwiedziła po raz pierwszy w czasie swojego 7-tygodniowego (sic!) miesiąca miodowego w 1903 roku. Srodze się jednak zawiodła ponieważ na początku XX wieku czasy świetności ukiyo-e dobiegały właśnie końca. Udało jej się jednak dotrzeć do starej pracowni drzeworytniczej, w której kupiła cały asortyment narzędzi do rzeźbienia i druku na potrzeby własnego studia artystycznego. W USA czekał ją kolejny zawód, ponieważ szybko przekonała się, że bez odpowiedniego szkolenia i wsparcia japońskich drzeworytników niewiele jest w stanie samodzielnie stworzyć. Postanowiła więc wrócić do Japonii. W 1907 roku trafiła do pracowni rzeźbiarskiej Igamiego Bonkotsu, u którego przez kilka miesięcy uczyła się płaskorzeźby i który przekonawszy się o jej talencie polecił ją mistrzowi drukarskiemu, Nishimurze Kamakichiemu, u którego z kolei pracowała i uczyła się przez kolejne 4 tygodnie. Dzięki tym doświadczeniom wkrótce osiągnęła mistrzowski poziom artystyczny. Jej prace cieszyły się zainteresowaniem koneserów sztuki nie tylko z USA, ale i Azji. W 1912 roku jako jedyna kobieta została dopuszczona do Międzynarodowej Wystawy Sztuki w Tokio. Swoje prace wystawiała też w Chicago i Nowym Jorku. Miłość do azjatyckiej sztuki zaprowadziła ją z powrotem do Japonii, a w 1922 roku również do Pekinu, gdzie uczyła się lokalnej techniki drzeworytniczej (nieco innej od japońskiej). Do końca życia krążyła miedzy USA, Japonią i Chinami, a jej życiorys spokojnie mógłby posłużyć do stworzenia scenariusza niezłego filmu. Dziś Prace Lum są rzadkim dobrem na rynku. Niektóre z nich nadal można kupić w domach aukcyjnych. Znajdują się też w wielu znaczących muzeach w USA, takich jak Achenbach Foundation w San Francisco czy Biblioteka Kongresu.

Nieprzemijajaca fascynacja

Fascynacja ukiyo-e nie przemija. Artystów, szczególnie japońskich, nadal uprawiających szukę drzeworytniczą jest tak wielu, że gdyby ten artykuł nie dotyczył nie-Japończyków, w zasadzie mógłby nie mieć końca. Z pewnością warto wspomnieć o takich niejapońskich nazwiskach jak Lee Ufan (Korea), James Jean (Tajwan), Martin Whatson (Norwegia) czy N. S. Harsha (Indie), których promuje The Adachi Institute Contemporary Ukiyo-e i których prace możecie zobaczyć w galerii nito nito.

Emil Orlik, Japoński Drzeworytnik 1900-1901. Via Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha.