Początek

Pierwsze kontakty z estetyką

Wierzę, że poczucie estetyki dziedziczy się po rodzicach. Możesz się go uczyć, szlifować i kształtować, ale podstawa musi być w twoim DNA. Myślę, że to głównie mój tata, artysta, znawca sztuki i malarstwa, facet o dobrym guście - i słabych nerwach - przekazał mi swoją pasję do estetyki i wnętrz. Brak własnego domu i mała powierzchnia, na której mieszkaliśmy, jak sądzę również miały wpływ na moją przyszłość. Mój tata nigdy - no, prawie nigdy - nie ulegał modom, tym bardziej, że słynny sklep meblowy "Emilia" w samym centrum Warszawy nie oferował dosłownie nic przyjemnego dla oka. Duże wrażenie zrobiły na nim natomiast Szwecja i Wielka Brytania, gdzie przez jakiś czas pracował. I tak cierpiał katusze estety, który na co dzień musiał patrzeć na brzydotę, ale gdy tylko była okazja, walczył z nią, podziwiając Warszawę, która po 1989 roku zaczęła zmieniać się coraz szybciej.

Nie było mi z tym jako dziecku - przyznaję - po drodze, gdy moi rodzice niepokornie wybierali białe meble, gdy rodzice moich znajomych - właściciele wzorzystych dywanów i ciemnych sof ze skaju patrzyli na nas z zadziwieniem. Rodzice świadomie nie pozwalali mi estetycznie wtopić się w środowisko rówieśników (możecie wyobrazić sobie walki o ubrania). Tym sposobem właśnie miałam białego japońskiego (oczywiście) walkmana (gdy inni czarne), kremowy wełniany dywan (gdy inni „persy” co to na nich brudu nie widać ) i biały okrągły (!) stół w domu. I sporo antyków i sztuki, której część kiedyś bez pytania zaniosłam do szkoły z okazji Bożego Narodzenia, jako prezent dla dzieciątka Jezus od Trzech Króli (na kadzidło i mirrę). Biorąc pod uwagę, że moja mama to z kolei pragmatyk (choć byłoby nieprawdą powiedzieć, że tylko pragmatyk, ponieważ ma oczywiście poczucie estetyki) odebrałam w domu niezłą lekcję sztuki użytkowej.

Estetyczne dojrzewanie

Potem przyszły studia japonistyczne, a z nimi badanie pierwszych kontaktów Japończyków z kulturą Zachodu, pobyt w Japonii, praca zawodowa, wyjazdy za granicę, pierwsze własne mieszkanie i dalsze dojrzewanie jako człowiek. A że pamięć mam fotograficzną, raz widziane obrazy zostają w mojej głowie, przenikając się, łącząc w rodziny i segregując kolorystycznie. Cenię wszelką różnorodność, rękodzielnictwo, naturalne surowce, przedmioty z historią, a ponad wszystko wtórny obieg. Jestem odporna na mody, choć bacznie je obserwuję. Kocham minimalizm, ale też kocham szaleństwo kolorów i obawiam się, że stan ten „pogarsza się” z dnia na dzień. Inspiruje mnie absolutnie wszystko co widzę. Z podróży nie wracam bez sterty lokalnej prasy wnętrzarskiej i souveniru, najczęściej ręcznie robionej biżuterii lub elementu wyposażenia wnętrz. Nie przepuszczę też żadnemu sklepowi ze starociami i pracowni rękodzielnictwa, bez względu na to czy jestem w Nowym Kawkowie czy w Paryżu.

Czy coś takiego jak japońska estetyka istnieje naprawdę?

Mój wewnętrzny estetyczny „radar” prowadzi mnie przez życie wyczuwając elementy japońskości w nieoczywistych miejscach, sytuacjach i projektach. I tu mały, ale obowiązkowy disclaimer ode mnie jako japonistki. Wiem, że wbrew powszechnym przekonaniom coś takiego jak „japońska estetyka” tak naprawdę nie istnieje. Tak jak nie istnieje całkowicie homogeniczny kraj i społeczeństwo. Wielu twierdzi, że to co znamy jako tradycyjne japońskie kategorie estetyczne jest w istocie tworem sztucznym, dużo młodszym niż mogłoby się nam wydawać, będącym jakąś tam interpretacją dawnych dzieł literackich, przygotowaną w konkretnych politycznych celach związanych z budowaniem określonego wizerunku i tożsamości narodowej Japonii (dziś powiedzielibyśmy „national brandingu”) w czasie Restauracji Meiji. Nawet jeśli tzw. estetyka japońska była (nadal jest?) projektem PR-owym to z pewnością bardzo udanym. Silnym i spójnym komunikacyjnie przekazem, który był i nadal jest źródłem inspiracji dla twórców wszelakich, w tym mnie samej.

To do czego odnoszę się na łamach nito nito to moja subiektywna analiza pewnych zjawisk, selekcja wnętrz oraz przedmiotów, które mnie zachwycają oraz wartości, elementów japońskiej stylistyki czy estetyki, które kiedyś zostały nazwane i skategoryzowane, a ja organoleptycznie odkryłam je jednocześnie w Japonii i innych zakątkach świata. Mam przy tym pełną świadomość, że reprezentuję team nieco idealizujących i nostalgicznych miłośników Japonii. I daję sobie na to pełną zgodę. Nie chcę i nie będę na łamach nito nito (ani poza nim) dyskutować na temat istnienia tzw. japońskiej estetyki, sposobu jej narodzin czy debatować ile jest w niej prawdziwej „japońskości”. Fakty są takie, że tego co japońskie nie sposób pomylić z czymkolwiek innym a ja jestem z japońskością w związku dusz. Sorry not sorry.

Dojrzewając estetycznie.