Wątek i Osnowa

Tak podobne, że aż różne

Obie z wykształcenia są architektkami. Na studiach pracowały na projekcie tego samego japońskiego domu, a po studiach przy konserwacji zabytków. Obie w podobnym momencie poczuły, że dla przeciwwagi do pracy online potrzebują zmęczyć się fizycznie przy czymś kreatywnym. Koniecznie zrównoważonym, bo nie chcą dokładać i tak już zmęczonej planecie Ziemi. Obie odnalazły w sobie pasję do rzemiosła i obu z nich Japonia "pracuje w tle". I choć tyle je łączy, pod wieloma względami są swoim przeciwieństwem. To dwie różne energie z inną historią własną, które fantastycznie się uzupełniają. Klaudia Piwowarska i Weronika Krygicz. Wątek i Osnowa. Poznajcie duet Remiosło (od polskich słów re - powtórzenie i miosło - od słowa rzemiosło) i dobrze zapamiętajcie ten brand, bo jeszcze będzie o nim głośno.

Spotykamy się po raz drugi, bo podczas pierwszego spotkania na widok pracy dziewczyn z Remiosła trochę mnie zamurowało, a córka ciągnęła mnie za rękę w kierunku pączków. Od pierwszych chwil uderza mnie ich skromność, choć właściwie to ja powinnam pochylić przed nimi głowę.

Wasze projekty urzekają surowością i szczerością. Ogromnie podoba mi się to w jak minimalnym stopniu ogrywacie w nich drewnianą konstrukcję, która jak się domyślam jest jedynie oszlifowana i zaolejowana. Zacznę więc w podobnym stylu, od najprostszych pytań. Kim jesteście? Kiedy to się zaczęło? I dlaczego właśnie sznurek?

Klaudia Piwowarska: Poznałyśmy się z Weroniką na wydziale architektury i nadal pracujemy w zawodzie. Ja pracuję przy konserwacji zabytków, a Weronika projektuje wnętrza.

Weronika Krygicz: Przez pewien czas pracowałyśmy razem z Klaudią przy renowacji zabytków, przy czym ja równolegle pracowałam też przy projektowaniu wnętrz. Szybko okazało się, że trudno jest te dwa zajęcia pogodzić czasowo. Musiałam wybrać jedno z nich, zostałam więc przy wnętrzach.

Klaudia: Ja dosyć wcześnie wiedziałam, że będę chciała zajmować się architekturą. Od początku robiłam wiele rzeczy, które zbliżały mnie do tego celu m.in. chodziłam na kursy rysunku.

Skąd wiedziałaś to tak wcześnie?

Klaudia: Odkąd pamiętam zawsze dużo rysowałam i dużo myślałam o przestrzeni i projektowaniu. Podobała mi się wizja tworzenia czegoś od zera, zamiana idei na coś rzeczywistego, namacalnego. Przez długi czas myślałam, że to jest właśnie to co chcę robić, że to jest droga dla mnie. Już na studiach dość boleśnie zderzyłam się jednak z rzeczywistością projektową, która wymaga spędzania godzin przez ekranem komputera, niekoniecznie przy kreatywnych czynnościach. I wtedy, w najlepszym możliwym momencie, pojawiły się w moim życiu krzesła.

Weronika, a jak było u ciebie?

Weronika: Architektura była zawsze obecna w moim życiu, ponieważ moja mama jest architektem wnętrz. Nie oznacza to jednak, że tak jak Klaudia już od szóstej klasy szkoły podstawowej wiedziałam co chcę robić w życiu (śmiech). Decyzja o studiach architektonicznych zapadła u mnie dopiero w trakcie nauki w liceum. I przyznam, że praca przy komputerze zmęczyła mnie w takim samym stopniu co Klaudię. Dopiero jak zaczęłyśmy razem pracować zgodnie uznałyśmy, że spędzanie całego dnia przy komputerze to nie jest to co chciałybyśmy robić do końca życia. A przynajmniej nie tylko to. Szukałyśmy trochę pomysłu na zajęcie rąk czymś innym niż klawiatura. Przyszła pandemia Covid-19, pamiętam, że kończyłyśmy wtedy projektować z moją mamą mieszkanie i przyszedł nam do głowy pomysł, by wstawić do niego samodzielnie wykonany fotel. Rzuciłam coś o wyplatanym siedzisku. Z początku nawet ja sama byłam do tego pomysłu nastawiona dość sceptycznie, ale jak znalazłam i zamówiłam wymarzony stelaż, przyjechały sznurki i usiedliśmy z moimi rodzicami nad tym projektem to nabrał on realnych kształtów.

Ile czasu zajęło wam wykonanie tego mebla?

Weronika: Myślę, że około miesiąca. Wynikło to z faktu, że najpierw więcej było patrzenia na niego i planowania, niż realnej pracy. Ja już taka jestem, że najpierw długo rozmyślam nad wyplotem zanim przystąpię do pracy. Klaudia woli od razu przejść do działania.

Klaudia, pomysł dojrzewa u ciebie w miarę pracy?

Klaudia: Myślę, że chyba łatwiej jest mi zdecydować jaki ma być finalny efekt. Przez to popełniam jednak więcej błędów i częściej muszę się cofać. Dlatego Weronika często mnie hamuje i zachęca do przemyślenia tematu. Z drugiej strony ja przyspieszam jej proces decyzyjny, w ten sposób chyba dobrze się uzupełniamy.

Weroniko, a skąd pomysł na wyplecenie siedziska fotela? Mogłaś go przecież poddać klasycznej renowacji, przeszlifować drewno, wymienić tapicerkę itd.

Weronika: Chyba dlatego, że lubię wszelkie rzemiosło, ręczne wykonywanie przedmiotów, stało się to dla mnie formą swojego rodzaju medytacji, odpoczynku, zajęcia czymś rąk, a nie głowy. Widziałam też wiele inspiracji w internecie tego jak, dzisiaj głównie japońscy, rzemieślnicy wyplatają piękne siedziska przy użyciu paru gwoździ i papierowego sznurka. Bardzo podoba mi się również duński design lat 60-tych i ich plecione krzesła. W swojej kolekcji mamy również bardzo unikatowe i piękne krzesło zaprojektowane przez duńskiego projektanta Nielsa O. Møllera.

No właśnie. Skąd czerpiecie inspiracje do swoich projektów? Wszyscy poruszamy się w tym samym świecie, widzimy często dokładnie te same rzeczy, a jednak spod rąk każdego twórcy wychodzi coś innego.

Klaudia: Bardzo inspiruje nas sztuka. Jest kilka obrazów, które miały bezpośredni wpływ na nasze prace. Albo pasowało nam w nich określone połączenie kolorystyczne albo kompozycja. Szukałyśmy wtedy krzesła, na którym mogłybyśmy te elementy odtworzyć. Oczywiście efekt finalny jest wtedy zupełnie inny. Przy jednym z ostatnich projektów dużo myślałyśmy na przykład o twórczości Wasilija Kandinsky'ego, chciałyśmy potraktować mebel jak płótno, na które nałożymy "plamy farby" w postaci sznurka. Jako studentki kierunku artystycznego od dawna obracałyśmy się w kreatywnym środowisku estetów i wiele pomysłów dzisiaj po prostu wypływa z nas naturalnie.

Weronika: Na pierwszym etapie tworzenia Remiosła, np. przygotowując się do targów, do projektów mebli podchodziłyśmy jeszcze bardziej warsztatowo, zachowawczo i nieśmiało, testując różne rodzaje splotów. Teraz szybko się nudzimy i zaczynamy odważniej bawic się kolorem i wyplotem, tworząc czasem zaskakujące nawet nas obrazy.

Klaudia: Wracając do tematu inspiracji, obie bardzo lubimy również twórczość Barnetta Newmana, który bawił się płaszczyznami i pionowym dzieleniem obrazów czy, Pieta Mondriana, choć raczej nie planujemy przekładać jego dzieł na siedziska jeden do jednego. Bardzo inspirują nas też architekci, np. Oscar Niemeyer.

Opowiedzcie mi proszę historię waszego pierwszego wspólnego projektu.

Weronika: To był czas najostrzejszej pandemii, obie siedziałyśmy zamknięte w jednym mieszkaniu i obie miałyśmy covid.

Klaudia: Weronika wspomniała mi wtedy, że zrobiła jeden wyplatany fotel i zapytała czy chciałabym spróbować popracować z nią nad kolejnym projektem. Nie ukrywam, że dość szybko to podchwyciłam, szczególnie, że u moich rodziców stały wtedy cztery stare krzesła, z którymi od zawsze coś chciałam zrobić. Pamiętam, że dostałyśmy wtedy od moich rodziców paczkę, wprost pod drzwi, w której było mnóstwo jedzenia i ... krzesło. Już obrane ze starej tapicerki, gotowe do pracy. Sąsiedzi musieli mieć nas wtedy naprawdę dość, bo większość prac renowacyjnych robiłyśmy w mieszkaniu, a wszyscy wtedy pracowali i uczyli się w mieszkaniach. Potem przyszedł czas na kolejne trzy krzesła rodziców. Wszyscy traktowali to jako nasze hobby, ale szybko zaczęło się robić poważniej ...

Kiedy nastąpiła pierwsza komercjalizacja?

Klaudia: Na początku tego roku, na Targach Rzeczy Ładnych. Od tamtej pory cały czas byłyśmy zajęte, bo albo realizowałyśmy zamówienia, albo przygotowywałyśmy się do kolejnych targów.

Mówicie o możliwości zamówienia krzesła. Czy to oznacza, że można u was zamówić gotowy mebel czy raczej przywozi się mebel, który wy wyplatacie.

Weronika: Różnie. Zamawiający najczęściej przywożą do nas swoje krzesła, hokery czy stołki i my po wcześniejszej konsultacji online bierzemy je na warsztat. Nie mówią czego dokładnie by chcieli, raczej wysyłają nam zdjęcia swoich wnętrz lub określają kolory, które ich interesują. Generalnie nam ufają.

Klaudia: Przypominam sobie jedną Panią, która widziała nas na targach, wysłała nam zdjęcia swojego mieszkania i powiedziała, że bierze w ciemno to co dla niej wykonamy. To było trochę przerażające, ale jak się później okazało również ogromnie miłe, bo efekt końcowy zachwycił i ją i nas same.

Ile trwa wykonanie jednego projektu?

Klaudia: To trudne pytanie, wszystko zależy od tego co znajdziemy pod tapicerką. Bardzo dużo czasu konsumuje przygotowanie mebla do dalszej pracy, czyli jego renowacja.

Weronika: Jeśli wzięłybyśmy za przykład najbardziej złożony fotel to myślę, że byłby to tydzień ciągłej, uczciwej pracy, od zdjęcia tapicerki i lakieru, przez twórczy etap obmyślania koncepcji, do efektu finalnego z wyplecionym siedziskiem i oparciem.

Masa pracy! Co tylko sprawia, że wasze krzesła ceni się jeszcze bardziej. Jak wiecie nito nito w pewnym stopniu jest o twórcach, którzy inspirują się Japonią. A ja przy pierwszym zetknięciu z waszymi projektami, czy nawet kontakcie z waszym profilem na Instagramie nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że podskórnie wyczuwam w nich estetykę japońską. Mam rację? Zetknęłyście się kiedyś z Japonią? Widzę po minach, że chyba trafiłam!

Klaudia: Trochę tak. Ja zetknęłam się z Japonią jeszcze na studiach. Każdy ze studentów dostawał do graficznego opracowania jakąś bryłę. I my z Weroniką jakimś niesamowitym fartem dostałyśmy do obrobienia ten sam japoński dom: Tanikawa House. Pamiętam, że byłam nim zachwycona. Moim słowem-kluczem do tego projektu była pustka. Mocno to na mnie oddziaływało. Zaczęłam drążyć temat, szukać japońskich słów, ich zapisu w kanji (alfabet japoński – przyp. nito nito), a nawet - uwaga - robić drzeworyty. W tym samym czasie była wtedy w Muzeum Narodowym w Warszawie wystawa prac Hokusaia "Podróż do Edo". Nigdy nie zakładałyśmy, że Remiosło ma być w japońskim duchu, ale mam wrażenie, że estetyka japońska w jakimś stopniu cały czas z naszych prac wypływa.

Weronika: Japonia intrygowała nas od czasu studiów, szczególnie japońska skromność w designie czy sztuce. Teraz przy myśleniu o kompozycji, dobieraniu kolorów, czy nawet robieniu zdjęć gotowym projektom, staramy się, aby ich za mocno "nie przegadać". Japonia leży też u podstaw koncepcji nadawania starym przedmiotom nowego życia, które jest ideą stojącą za kintsugi (wypełnianie pęknięć w ceramice płynnym złotem - pisałam o tym tu, przyp. nito nito) i jednym z trzonów marki Remiosło.

Ja wyczuwam tę szczególną estetykę w świetle, a właściwie w mroku, jaki widać na waszych zdjęciach (robi je Weronika - przyp. nito nito).

Weronika: Generalnie wszystko co przeczytałyśmy czy widziałyśmy ma wpływ na naszą estetykę. "Pochwałę cienia" Jun'ichirō Tanizakiego mamy w domu w dwóch egzemplarzach (śmiech). Klaudia na każdym projekcie na studiach, bez względu na to czy to był to wiejski dom czy dom w Warszawie zawsze w prawym górnym rogu rysowała okrągłe słońce. Chciała by było czerwone, ale nie wypadało.

Klaudia: Japonia zdecydowanie "pracuje nam w tle". Nie da się od tego uciec.

Weronika: Myślę, że z Japonią łączy nas jeszcze trochę sentymentalny stosunek do tego, co stare. Przeprowadzając renowację krzeseł nigdy nie dążymy do doskonałości. Zostawiamy niewielkie rysy czy wgłębienia, które są naturalną oznaką upływającego czasu i stanowią historię danego mebla. A jedną z cech charakterystycznych dla estetyki japońskiej jest przecież właśnie dostrzeganie piękna w tym co niedoskonałe. Jako młode projektantki, na początku swojej drogi, buntujemy się przeciwko idei nieskazitelności, a doceniamy to co nietrwałe, niedoskonałe i czasem niekompletne.

Sporo już o was wiem, zawodowo zajmujecie się wnętrzami i przyznam, że bardzo ciekawi mnie jak mieszka Remiosło? Jaki macie styl?

Weronika: Dla nikogo pewnie nie będzie zaskoczeniem jak powiem, że w dużej mierze otaczają nas starocie. Od dziecka jeździłam z rodzicami i dziadkami na targi staroci na Podlasiu. Babcia uczyła mnie technik targowania, których jeszcze nie wprowadziłam w życie, bo nie mam odwagi (śmiech). Nazbierałam przez lata trochę starych przedmiotów, które chciałam mieć w swoim mieszkaniu. Wśród nich jest na przykład teodolit, czyli stary stojak do pomiarów geodezyjnych, który przerobiłyśmy z mamą na lampę i wyplotłyśmy do niego abażur.

Klaudia: Jesteśmy spójne w całkowitej niespójności. Mamy na przykład masę różnych kubków, czy innej surowej, bądź szkliwionej ceramiki. Wszystko raczej w pojedynczych egzemplarzach i wszystko będące pamiątką jakiegoś czasu. Lubimy z rana podjąć decyzję, w którym kubku wypijemy kawę, a tym samym gdzie się na chwilę przeniesiemy wspomnieniami.

Doskonale was rozumiem. Ja cenię szczególnie sztukę użytkową przywiezioną z podróży. Takie przedmioty pięknie przekazują swoją dobrą energię. A skoro jesteśmy przy podróżach, macie jakieś ulubione kierunki?

Klaudia: mnie zawsze ciągnęło do Skandynawii, na północ. Weronika woli południe i cieplejsze klimaty. I jak o tym myślę to uświadamiam sobie, że zmiana klimatu powoduje, że latem temperatura powietrza coraz częściej staje się nie do zniesienia i mnie naprawdę na serio przeraża wizja tego co dzieje się ze światem. Stąd filozofia dawania drugie życia istniejącym już przedmiotom. Niepokoi mnie to z jaką łatwością niektórzy pozbywają się wspaniałych jakościowo przedmiotów. Często słyszę od ludzi, którzy patrzą na nasze prace, że mieli identyczny fotel po dziadku i dzisiaj żałują, że się go kiedyś pozbyli. Bardzo smuci mnie to, że ludzie drewniane meble zastępują dzisiaj płytą paździerzową.

Nie mogłabym się z wami bardziej zgodzić. Mnie smuci też to, że starocie, które były świadkiem tylu zdarzeń, miały kontakt z żywymi ludźmi, których być może już z nami nie ma, tak po prostu lądują na śmietniku.

Weronika: To prawda. A skoro o ludziach mowa, to musimy z Klaudią podkreślić, że w tej naszej drodze z Remiosłem od początku towarzyszą nam przyjaciele i rodzina, którzy nie tylko nam kibicują i nigdy nie traktowali wyplatania jako przelotnej fascynacji, ale też w zupełnie przyziemny sposób wspierają nas w tych projektach udostępniając swoją przestrzeń do brudnej roboty, a nawet nas karmiąc. Jesteśmy im za to bardzo wdzięczne i pewnie bez nich nie dałybyśmy rady.

Klaudia: Ogromnie cieszy nas również to, że ludzie piszą do nas zupełnie bezinteresownie, że chcą nam podrzucić jakieś swoje stare krzesła, żebyśmy dały im drugie życie. To bardzo miłe.

Serdecznie pozdrawiamy wszystkich wspierających, do grona których możecie zaliczyć również moją skromną osobę. A teraz obowiązkowe pytanie w każdym wywiadzie nito nito, czyli wasze preferencje kolorystyczne. Macie ulubione kolory lub kombinacje kolorystyczne?

Klaudia: To jest super pytanie, bo wielokrotnie się nad tym zastanawiałyśmy. Nie wiem czy wiesz, ale jak się studiuje architekturę to nosi się czarny kolor, który uznawany jest za bardzo klasyczny, elegancki i poważny (śmiech). Wszystko, włącznie ze sposobem prezentacji prac odbywa się raczej w stonowanych kolorach. Dlatego ten czas po studiach to jest dla nas okres odkrywania kolorów. I mimo, że byłyśmy uczone tego jak je ze sobą łączyć, to dopiero teraz tak naprawdę możemy wyżyć się kolorystycznie. Na ten moment chyba nie mamy ulubionych kolorów, bo ciągle się to zmienia. W tej chwili ja mam chyba fazę na pastele, co brzmi jak żart w odniesieniu do kogoś, kto zawsze wybierał kolory ziemi.

Weronika: Ja aktualnie jestem wierna brązowi, ale od naszego ostatniego projektu z targów chyba na prowadzenie wysunie się kolor chabrowy, który jest niesamowicie energetyzujący.

Tak! Pisałam o nim ostatnio, czysta hipnoza.

Weronika: Podejrzewam, że po kilku chabrowych fotelach z rudością, przyjdzie czas na nową kombinację, bo jeszcze niedawno w życiu byśmy nawet o takim połączeniu kolorystycznym nie pomyślały. Cieszy nas i intryguje fakt, że dzięki naszym wyplatanym siedziskom dojrzewamy kolorystycznie i zgłębiamy sztukę, z którą wcześniej nie miałyśmy styczności. Nasze preferencje kolorystyczne zmieniają się tak naprawdę z miesiąca na miesiąc i same jesteśmy nimi zaskoczone.

Na zakończenie chciałam zapytać was o przyszłość marki Remiosło. W jakim kierunku zmierzacie?

Klaudia: Na ten moment myślę, że chciałybyśmy po prostu robić więcej projektów, trafiając do odbiorców również za granicą. Myślimy też o innych formach rękodzieła związanych z tematem wyposażenia wnętrz, takich jak lampy czy linoryty. Wiele jeszcze przed nami.

Z całego serca życzę wam w takim razie, żeby kiedyś ta pasja stała się waszą pracą. Było mi ogromnie miło was poznać i gościć na łamach nito nito.

Klaudia & Weronika: Dziękujemy za rozmowę!

Duet tworzący markę Remiosło (od lewej) Klaudia Piwowarska i Weronika Krygicz.