Życie w parterze

Kontakt z bazą

Od dziecka lubiłam funkcjonować „w parterze”. Bawić się, rysować, czytać na wielkim kremowym wełnianym dywanie. Być blisko stóp rodziców, gdy w weekendowe popołudnie oglądali telewizję. Uczyć się oparta o ścianę. Rozmawiać z gośćmi z poziomu podłogi. I chodzić na bosaka. W domu kapcie czy skarpetki dla mnie nie istnieją, nawet zimą. Nigdy nie zastanawiałam się dlaczego tak jest. Dopóki spodziewając się dziecka nie zaczęłam chodzić do szkoły rodzenia, gdzie usłyszałam o gadzim mózgu, pierwotnych instynktach i przedziwnej potrzebie kontaktu z ziemią, która w kluczowym momencie faktycznie się u mnie ujawniła. Co to ma wspólnego z architekturą czy wyposażeniem wnętrz? Wiele.

Podłoga ma znaczenie

Pierwotną funkcją wnętrz jest przecież dawanie nam schronienia, więc ten bliski kontakt z „ziemią” jest nieodzowną częścią tego doświadczenia. Dobry design cieszy nie tylko oko, ale angażuje wszystkie zmysły, w tym zmysł dotyku. Nie można więc podłogi traktować po macoszemu. Dla mnie właśnie podłoga, to czym jest pokryta, jak pachnie, zawsze miało ogromne znaczenie. W rodzinnym domu chodziłam po kilkudziesięcioletnim dębowym parkiecie, który w dotyku przypominał jedwab. I pamiętam jak bolało mnie to, że w pierwszym moim mieszkaniu nie mogłam pozwolić sobie na drewnianą podłogę. Nadrobiłam to w kolejnych. Ale nie o podłogach chciałam dzisiaj pisać, lecz o życiu na podłodze, które kojarzy się nam wszystkim pewnie nieodzownie – a jakże – z Japonią.

Elastyczna przestrzeń

W Japonii, przynajmniej w tradycyjnych wnętrzach (dzisiejsze są często potwornie zagracone i nie mają zbyt wiele wspólnego z tradycyjnymi japońskimi wnętrzami) wszystko musiało być „mobilne”. Pomieszczenia nie mają na stałe przypisanych funkcji, nadaje się je im na bieżąco. Nie ma więc też mowy o dużych stacjonarnych meblach, jakie znamy z naszych europejskich domów. Sprzęty wędrują więc po pomieszczeniach: futony, które na noc rozkłada się do spania, w dzień wędrują do obszernych szaf. Całe życie – rozmowy, jedzenie, gry, nauka – toczy się na matach tatami.

Takie elastyczne podejście do kreowania przestrzeni podchwycili Europejczycy, istotnie skracając w pewnym momencie historii nogi stołów. I tak do naszych domów wkroczyły stoliki kawowe czy pomocnicze. Wprawdzie co do zasady nie siadamy przy nich na podłodze (choć polecam to z całego serca np. do układania puzzli), ale trzeba przyznać, że na dobre wpisały się w nasz styl życia i trudno wyobrazić sobie bez nich funkcjonalne wnętrze (o wpływie estetyki japońskiej na europejską architekturę pisałam szerzej tutaj.

Nie wiem na ile jest to prawda, ale wiele napisano także o pozytywnym wpływie siedzenia w pozycji seiza (tj. z podwiniętymi pod pupę nogami, lub mniej formalnie - po turecku lub z nogami na bok) na nasze zdrowie – ma ona ułatwiać trawienie pomagając w lepszym funkcjonowaniu nerwu błędnego, utrzymywać zdrowe stawy oraz zapobiegać garbieniu się wzmacniając plecy i ramiona. Nie wspomnę już o pozytywnym wpływie na rozwój psychofizyczny dzieci (szkoła Montessori).

Niskie meble do niskich wnętrz (i wysokich też!)

Takie „życie w parterze” ma jeszcze inną zaletę, a mianowicie optycznie podwyższa wnętrze. Bo jeśli rezygnujemy z pełnowymiarowych mebli na rzecz takich, które sięgają góra 40-50 cm zyskujemy dodatkową przestrzeń nad głową. Jeśli dodatkowo zastąpimy wiszące oświetlenie punktowym lub szynowym (najlepiej zlicowanym z sufitem – oczywiście białym) optycznie zyskamy kolejne centymetry. Warto podążać w tym kierunku już przy wnętrzach, których wysokość nie przekracza 2,75-2,80 cm (jest to obecna średnia deweloperska), takich pod skosami, ze zróżnicowaną wysokością (podesty) lub „ciężkim” sufitem (belki, zdobienia). Jeśli dodatkowo mamy do dyspozycji niewielką przestrzeń podążanie za takim tradycyjnym modelem japońskim wydaje się jedynym słusznym rozwiązaniem.

Ta sama magia zadziała również we wnętrzach wysokich, które także estetycznie zyskają na takich dodatkowych centymetrach. O przyjemności wybierania niskiej zabudowy już nawet nie wspomnę. Projektanci oferują taki ogrom rozwiązań, że warto poszukać czegoś wartościowego i oryginalnego, co zostanie z nami przez kolejne pokolenia.

A zatem do dzieła, schodzimy do parteru!

Stolik z serii Crate No. 3 Jaspera Morrisona. Via A+R.